Czym jest patriotyzm? Czy jest to miłość do miejsca urodzenia, miejsca dziecięcych wspomnień i nadziei, marzeń i aspiracji? Czy może do miejsca, gdzie w dziecięcej naiwności patrzyliśmy na przepływające chmury i zastanawialiśmy się czemu my nie możemy poruszać się tak szybko? Do miejsca, gdzie liczyliśmy miliardy błyszczących gwiazd, przerażeni że każda "jest okiem" patrzącym w nasze małe dusze. Czy to miejsce gdzie słuchaliśmy odgłosów ptaków i marzyliśmy, aby mieć skrzydła, aby latać do odległych krajów? Może to miejsce, w którym siedzieliśmy na kolanach matki, zafascynowani wspaniałymi opowieściami o wielkich przygodach i podbojach? W skrócie, czy jest to miłość do każdego elementu, będącego stanowiącego część cennych wspomnień, szczerego i wesołego dzieciństwa, pełnego zabaw?

Jeśli to miałby być patriotyzm, to niewielu współczesnych Amerykanów można by nazwać patriotami, ponieważ miejsca ich zabaw zamieniono w fabrykę, młyn czy kopalnię, gdzie ogłuszające dźwięki maszyn zastąpiły muzykę ptaków. Nie można też usłyszeć opowieści o wielkich czynach, ponieważ nasze matki opowiadają teraz o łzach i smutku.

Czym więc jest patriotyzm? "Patriotyzm jest ostatnią ucieczką łajdaków" powiedział Dr Johnson. Lew Tołstoj, największy antypatriota naszych czasów, definiuje patriotyzm jako zasadę usprawiedliwiającą masowe szkolenie morderców i handel wymagający raczej lepszego ekwipunku służącego do zabijania, niż takich niezbędnych dóbr, jak buty, ubrania czy domy, handel gwarantujący lepsze zyski i większy prestiż, niż to co jest udziałem zwykłego pracownika.

Gustave Hevre, inny wielki antypatriota, bezpośrednio nazywa patriotyzm przesądem - o wiele bardziej szkodliwym, brutalnym i nieludzkim niż religia. Przesąd religijny wywodzi się z ludzkiej niezdolności do wytłumaczenia naturalnych zjawisk. Gdy prymitywny człowiek słyszał grzmot, lub widział błyskawicę, nie rozumiał tego, uważał więc że w grę wchodzi siła potężniejsza niż on sam. Podobną ponadnaturalną siłę widział w deszczu i różnych innych zmianach stanu natury. Patriotyzm natomiast jest przesądem stworzonym sztucznie i podtrzymywanym poprzez sieć kłamstw i oszustw; przesądem okradającym człowieka z poszanowania dla siebie i godności, wzmacniającym arogancję i zarozumiałość.

Rzeczywiście, zarozumiałość, arogancja i egotyzm są podstawami patriotyzmu. Pozwólcie mi to zilustrować. Patriotyzm zakłada że nasz świat jest podzielony na małe kawałki, każdy otoczony żelaznymi wrotami. Ci , którzy mieli szczęście urodzić się na jakimś szczególnym kawałku, uwazają się za lepszych, bardziej szlachetnych, wspanialszych, inteligentniejszych niż istoty zamieszkujące inne kawałki. Jest więc obowiązkiem każdego, żyjącego na tym wybranym kawałku, aby walczyć, zabijać i ginąć próbując narzucić wszystkim innym swoja wyższość.

Mieszkańcy innych skrawków rozumują oczywiście w podobny sposób. W rezultacie od wczesnego dzieciństwa umysł dziecka jest zatruty mrożącymi krew w żyłach opowieściami o Niemcach, Francuzach, Włochach, Rosjanach itp. Gdy dziecko osiąga dorosłoś jest przesiąknięte wiarą, że jest wybrane przez swego Boga, aby bronić kraju przed atakiem czy inwazją obcych. Z tego powodu staramy się o większą armię i flotę, więcej pancerników i amunicji. Z tego powodu Ameryka w krótkim czasie wydała 400 milionów dolarów. Pomyślcie o tym - 400 milionów dolarów, zabrane z pracy ludzi. To z pewnością nie bogacze dokładają do patriotyzmu. Oni są kosmopolitami, czującymi się jak w domu w każdym kraju. My w Ameryce znamy tą prawdę. Czyż nasi bogacze nie są Francuzami we Francji, Niemcami w Niemczech czy Anglikami w Anglii? Czyż nie marnotrawią z kosmopolityczną gracją fortun wypracowanych przez dzieci z amerykańskich fabryk i niewolników z plantacji bawełny?
Tak, to ich patriotyzm pozwala wysyła kondolencje despocie takiemu jak rosyjski car, gdy zdarzy się mu jakaś nieprzyjemność, tak jak zrobił to prezydent Roosevelt w imieniu amerykańskiego ludu, kiedy Sergiusz został ukarany przez rosyjskich rewolucjonistów.

To patriotyzm pozwalający pomagać arcymordercy Diazowi w niszczeniu tysięcy Meksykanów, a nawet aresztować meksykańskich rewolucjonistów w Ameryce i trzymanie ich w amerykańskich więzieniach bez najmniejszego powodu.

Ale patriotyzm nie jest dla tych, którzy reprezentują dobrobyt i władzę. Jest wystarczająco dobry dla ludu. Przypomina się tu historyczna mądrość Fryderyka Wielkiego, serdecznego przyjaciela Woltera, który powiedział: "Religia to oszustwo, ale musi być utrzymana dla mas".

Ten patriotyzm to raczej kosztowna instytucja, w co nikt nie zwątpi, jeśli weźmie się pod uwagę poniższe statystyki. Systematyczny wzrost wydatków czołowych armii i flot świata w ciągu ostatnich 25 lat jest tak ważnym faktem, że szokuje każdego myślącego człowieka, studiującego problemy ekonomiczne. Można to pokazać dzieląc czas od 1881 do 1905 roku na pięcioletnie okresy i określając wydatki kilku wielkich krajów na cele armii i flot z pierwszego i ostatniego okresu. Od 1 do ostatniego okresu wydatki Wielkiej Brytanii wzrosły z 2 101 848 936$ do 4 143 226 885$, Francji z 3 324 500 000$ do 3 455 109 900$, Niemiec z 725 000 200$ do 2 700 375 600$, Stanów Zjednoczonych z 1 275 500 750$ do 2 650 900 450$, Rosji z 1 900 975 500$ do 5 250 445 100$, Włoch z 1 600 975 750$ do 1 755 500 100$, a Japonii ze 182 900 500$ do 700 925 475$.

Wydatki militarne każdego ze wspomnianych państw wzrastały w każdym branym pod uwagę 5 letnim okresie. W całym przedziale czasu od 1881 do 1905 nakłady Wlk. Brytanii na armię wzrosły czterokrotnie, Stanów Zjednoczonych trzykrotnie, Rosji dwukrotnie, a niemieckie o 35%. Francuskie o około 15%, a japońskie niemal o 500%. Jeśli porównać wydatki tych krajów na armie z ich całymi wydatkami przez 25lat do 1905 roku, proporcje rosły następująco:

W Wlk. Brytanii z 20% do 37; W Stanach Zjednoczonych z 15 do 23; we Francji z 16 do 18; we Włoszech z 12 do 15; w Japonii z 12 do 14%. Z drugiej strony, co ciekawe, w Niemczech spadły z 58 do 25. Spadek ten wynika z ogromnego wzrostu imperialnych wydatków na inne cele. Faktem jest jednak, że wydatki wojskowe w okresie 1901-1905 były wyzsze niż w jakimkolwiek wcześniejszym pięcioletnim okresie. Statystyki pokazują, że kraje, w których wydatki wojskowe są największe w porównaniu do wydatków krajowych to Wlk. Brytania, Stany Zjednoczone, Japonia, Francja i Włochy, w tej kolejności.

Koszt wielkich flot jest równie imponujący. Przez 25 lat, do 1905 roku wydatki na marynarki wojenne wzrosły o około 300% w Wlk. Brytanii, 60% we Francji, 600% w Niemczech, 525% w USA, 300% w Rosji, 250% we Włoszech i 700% w Japonii. Za wyjątkiem Wlk. Brytanii, USA wydają więcej na flotę niż jakikolwiek inny kraj. Wydatki te są również większe w porównaniu do całkowitych niż w przypadku innych potęg. W okresie od 1881 do 1905 wydatki te stanowiły 6,2 $ na każde 100$ krajowych. W ciagu kolejnych lat wzrosły do 6,6$, a w następnej pięciolatce do 8,1$. W kolejnej doszły do 11,7$ i do 16,4$ w latach 1901-1905. Jest niemal pewne że obecny 5 letni okres przyniesie ich dalszy wzrost.

Wzrastający koszt militaryzmu może być zilustrowany również jako obliczenie go per capita, od ludności. Od pierwszego do ostatniego omawianego okresu porównawczego wzrósł on w Wlk. Brytanii z 18,47$ do 52,50$, we Francji z 19,66$ do 23,62$, w Niemczech z 10,17$ do 15,51$ w USA z 5,62$ do 13,64$, w Rosji z 6,14$ do 8,37$, we Włoszech z 9,59$ do 11,24, w Japonii z 86 centów do 3,11$.

Powyższy, przybliżony szacunek kosztów per capita pokazuje że ekonomiczny ciężar militaryzmu jest nie do przecenienia. Z danych wyłania się nieodparta konkluzja że wzrost wydatków na armię i marynarkę wojenną szybko przewyższa wzrost populacji w każdym z państw wziętych pod uwagę w powyższej kalkulacji. Innymi słowy kontynuacja wzrastających wymagań militaryzmu zagraża każdemu z tych narodów, wyczerpując zarówno ludzi, jak i zasoby.

Okropne marnotrawstwo na potrzeby patriotyzmu powinno wyleczyć z tej choroby nawet ludzi o przeciętnej inteligencji. Obecnie patriotyzm wymaga coraz więcej. Ludzi zachęca się do bycia patriotami, za który to luksus płacą nie tylko wspierając "obrońców" ale nawet poświęcając własne dzieci. Patriotyzm wymaga przysięgi na flagę co oznacza posłuszeństwo i gotowość zabicia ojca, matki, brata czy siostry.

Zwyczajowe tłumaczenie brzmi: potrzeba nam stałej armii, aby bronić kraju przed obcą inwazją. Każdy inteligentny mężczyzna i kobieta wie że to mit, podtrzymywany w celu straszenia i zastraszania głupców. Rządy świata znając swoje interesy nie napadają się. Wiedzą że mogą osiągnąć poprzez międzynarodowe rozstrzyganie sporów niż wojnę i podbój. W rzeczywistości, jak powiedział Carlyle "wojna to kłótnia między dwoma złodziejami zbyt tchórzliwymi aby walczyć samemu. Biorą oni chłopców z jednej i drugiej wsi, nakładają im mundury, dają karabiny i puszczają przeciw sobie niczym dzikie bestie."

Nie potrzeba wiele wielkiej wiedzy, aby każdą wojnę przyrównać do takiej sytuacji. Weźmy wojnę amerykańsko - hiszpańską, jak się wydaje wielki i patriotyczny akt w historii Stanów Zjednoczonych. Jakże nasze serca płonęły z oburzenia wobec hiszpańskich morderców! W rzeczywistości nasze oburzenie nie rozpaliło się spontanicznie. Było podsycane przez miesiące agitacji gazetowej długo po tym jak Rzeźnik Weyler* zabił wielu szlachetnych Kubańczyków i dokonał szokujących zbrodni na wielu Kubankach. Oddając sprawiedliwość narodowi amerykańskiemu, należy powiedzieć że oburzył się i chciał walczyć i walczył dzielnie. Jednak gdy dym się rozwiał i pochowano poległych, a koszt wojny dotarł do ludzi poprzez wzrost cen produktów oraz opłat, otrzeźwieliśmy z patriotycznej gorączki. Nagle okazało się, że przyczyną wojny amerykańsko - hiszpańskiej było ustalenie ceny cukru, czy, mówiąc bardziej dosadnie, życie, krew i pieniądze amerykańskiego ludu były używane do obrony interesów amerykańskich kapitalistów, którzy byli zagrożeni przez hiszpański rząd. To nie przesada. Opiera się to na pewnych faktach i danych. Najlepiej potwierdza to stosunek amerykańskiego rządu do pracy Kubańczyków. Gdy Kuba znalazła się w pewnych objęciach Stanów Zjednoczonych, ci sami żołnierze, którzy zostali wysłani aby wyzwolić Kubę, dostali, podczas wielkiego strajku wytwórców cygar, mającego miejsce zaraz po wojnie, rozkaz strzelania do kubańskich robotników.

Nie jesteśmy osamotnieni w prowadzeniu wojen za takie sprawy. Podnosi się kurtyna ukrywająca motywy straszliwej wojny rosyjsko - japońskiej, która kosztowała tak wiele krwii i łez. Po raz kolejny widzimy że groźny moloch wojny służy jeszcze groźniejszemu bogu komercjalizmu. Kuropatkin, rosyjski Minister Wojny w czasie walk rosyjsko - japońskich, ujawnił kryjący się za nimi sekret. Car i jego Wielcy Książęta zainwestowali pieniądze w koreańskie koncesje. Wojna została rozpoczęta w jednym celu - szybkiego zgromadzenia wielkich fortun.

Przekonanie że stała armia i marynarka wojenna stanowi najlepsze zabezpieczenie pokoju jest tak z logiczne jak twierdzenie, że najbardziej pokojowo nastawiony obywatel to ten, który jest najlepiej uzbrojony. Doświadczenie życia codziennego pokazuje, że uzbrojona jednostka niezmiennie nie może się doczeka, aby sprawdzić swoją siłę. To samo stanowi prawdę historyczną jeśli chodzi o rządy. Naprawdę pokojowo nastawione państwa nie marnują życia i energii na przygotowania do wojny. W rezultacie podtrzymywany jest pokój.

Jednakże dążenie do większej armii i floty nie jest spowodowane jakimkolwiek zagrożeniem
Z zagranicy. Jest wynikiem przerażenia wzrastającym niezadowoleniem mas i międzynarodowym duchem pośród robotników. Chodzi o spotkanie się z wewnętrznym wrogiem, do którego szykują się władze różnych krajów, wrogiem, który, gdy uzyska świadomość, będzie groźniejszy niż jakikolwiek najeźdźca.

Władze, które od wieków zajmowały się niewoleniem mas, dogłębnie przestudiowały ich psychologię. Wiedzą że ludzie są w większości niczym dzieci, których brak nadziei, smutek i łzy można zmienić w radość małą zabawką. Im lepiej jest opakowana ta zabawka, im krzykliwsze jej kolory, tym lepiej będzie przemawiała do dziecka o milionach głów.

Armia i flota to zabawki ludu. Aby uczynić je łatwiej akceptowalnymi setki tysięcy dolarów wydaje się na pokazy tych zabawek. Taki był cel amerykańskiego rządu, który wyekwipował flotę i wysłał ją wzdłuż wybrzeża Pacyfiku, by każdy amerykański obywatel mógł odczuć dumę i chwałę Stanów Zjednoczonych. Miasto San Francisco wydało sto tysięcy dolarów dla przyjęcia floty, Los Angeles, sześćdziesiąt, a Seattle i Tacoma około stu tysięcy. Dla przyjęcia floty, powiedziałam? Dla zapewnienia wina i jedzenia kilku wyższym oficerom, podczas gdy "dzielni chłopcy" musieli zbuntować się, aby dostać wystarczająco dużo jedzenia. Tak, dwieście sześćdziesiąt tysięcy dolarów wydano na fajerwerki, teatry, zabawy i rewie, gdy mężczyźni, kobiety i dzieci w całym kraju umierali z głodu na ulicach, gdy tysiące bezrobotnych było gotowych sprzedawać swoją pracę za jakąkolwiek cenę.

Dwieście sześćdziesiąt tysięcy dolarów! Cóż nie mogłoby zostać osiągnięte za tak ogromną sumę? Jednak zamiast chleba i dachu nad głową, dzieci tych miast zabrano aby zobaczyły flotę, aby zostało to, jak określiła jedna z gazet "trwałym wspomnieniem dla dzieci".

Wspaniałe wydarzenie do zapamiętania, czyż nie? Środki prowadzenia cywilizowanej rzezi. Jeśli umysł dziecka ma być zatruty takimi wspomnieniami, jakaż jest nadzieja na prawdziwą realizację ludzkiego braterstwa?

My Amerykanie uważamy się za ludzi kochających pokój. Nienawidzimy rozlewu krwii. Sprzeciwiamy sięprzemocy. Dostajemy jednak spazmów zachwytu na myśl o perspektywie zrzucania bomb z maszyn latających na bezbronnych obywateli. Jesteśmy gotowi powiesić, stracić na krześle elektrycznym lub zlinczować każdego, kto z powodu ekonomicznej konieczności zaryzykuje życiem, w ataku na jakiegoś magnata przmysłowego. Nasze serca przepełnia teraz duma, że Ameryka staje się najpotężniejszym krajem na Ziemi i że w końcu postawi swój żelazny but na karkach wszystkich innych narodów.

Taka jest logika patriotyzmu.

Zło, które wyrządza patriotyzm przeciętnemu człowiekowi, jest niczym w porównaniu z obrazą i szkodą, jaką dokonuje jeśli chodzi o żołnierza - biedną, zmanipulowaną ofiarę przesądów i ignorancji. Co niesie dla niego , zbawcy kraju, obrońcy narodu, patriotyzm? Podczas pokoju - życie w niewolniczym podporządkowaniu, podległości i wynaturzeniu. W czasie wojny - życie w zagrożeniu, wystawieniu na niebezpieczeństwo i śmierć. Podczas niedawnej podróży z wykładami do San Francisco odwiedziłam Presidio, najpiękniejszą okolicę, znajdującą się nad Zatoką i Parkiem Golden Gate. Powinna ona służyć za plac zabaw dla dzieci, ogrody z muzyką dla rekreacji zmęczonych. Tymczasem znajdują się tam mdłe, szare baraki - baraki w których bogacze nie zakwaterowaliby nawet swoich psów. W tych mizernych slumsach żołnierze zostali umieszczeni niczym bydło.. Tutaj tracą swoją młodość, polerując buty i miedziane guziki oficerów. Tutaj zauważyłam także podziały klasowe:
zdeterminowanych synów wolnej Republiki, ustawionych w szeregi niczym skazańcy, salutujących każdemu przechodzącemu byle porucznikowi. Oto amerykańska równość - degradacja człowieczeństwa i wywyższenie munduru!

Życie koszarowe prowadzi także do perwersji seksualnych. Ostatecznie tworzy warunki podobne do panujących w armiach europejskich. Havelock Ellis, znany pisarz, zajmujący się psychologią seksu, dokonał dokładnych badań tematu. Napisał, cytuję: "Niektóre koszary sąwielkimi centramimęskiej prostytucji... Liczba prostytuujących się żołnierzy jest większa niżmoglibyśmy w to uwierzyć.

Bez przesady można powiedzieć że w niektórych regimentach najprawdopodobniej większość mężczyzn akceptuje taki sposób zarobkowania... W letnie wieczory Hyde Park i okolice Albert Gate są pełne gwardzistów i innych uprawiających handel żywym towarem, w mundurze lub nie... W większości przypadków zyski stanowią dodatek do zarobków Tommych Atkinsów*"

Do jakiego stopnia perwersja zagościła w armii i marynarce wojennej możemy ocenić na podstawie faktu, że dla celów tej formy prostytucji powstały specjalne domy. Praktyki te nie ograniczają się do Wielkiej Brytanii, są uniwersalne. "Podobni są żołnierze zarówno we Francji, jak i Wielkiej Brytanii czy Niemczech. Specjalne domy służące wojskowej prostytucji działają zarówno w Paryżu, jaki miastach garnizonowych."

Gdyby Pan Havelock Ellis dołączył do swych badań Amerykę, zobaczyłby, że te same tendencje przejawiają się w naszej armii i marynarce wojennej. Wzrost regularnej armii ma niezaprzeczalny związek ze wzrostem skali perwersji seksualnych - koszary są jej wylęgarnią.

Poza wpływem seksualnym życia koszarowego, ma ono również tendencję do czynienia żołnierzy niezdolnymi do pożytecznych prac po opuszczeniu armii czy marynarki. Zdolni handlowcy rzadko wstępują do armii lub marynarki, ale nawet oni, po doświadczeniach militarnych, okazują się całkowicie nieprzystosowani do dotychczasowych zawodów.

Nabywszy nawyków beztroski i zamiłowania do ryzyka oraz przygody, nie są usatysfakcjonowani żadnym pokojowym dążeniem. Zwolnieni z armii nie umieją zająć się pożyteczną pracą. Jednak to głównie margines społeczny, uwolnieni więźniowie, których życie przyzwyczaiło do walki są przyciągani do szeregów armii. Służba wojskowa cofa ich do dawnego przestępczego życia, jeszcze bardziej zbrutalizowanego i degradującego. Znany jest fakt, że w naszych więzieniach znajduje się wielu byłych żołnierzy, a z drugiej strony armia pełna jest byłych skazańców.
Ze wszystkich złych skutków które opisałam żaden nie jest równie szkodliwy dla ludzkiej uczciwości jak ten, który duch patriotyzmu objawił w przypadku szeregowego Williama Buwaldy. Ponieważ naiwnie wierzył on że można być jednocześnie żołnierzem i zachować jednocześnie prawa jako człowiek, przełożeni surowo go ukarali. Prawdą jest że służył krajowi przez piętnaście lat, a przebieg jego służby był nienaganny. Według generała Funstona, który ograniczył wyrok Buwaldy do trzech lat "pierwszym obowiązkiem oficera oraz poborowego jest bezwzględne posłuszeństwo wobec rządu i nie ważne czy ten rząd mu się podoba, czy nie." Funston podaje tym samym prawdziwe znaczenie posłuszeństwa. Według niego człowiek wstępujący do armii zostaje wyłączony spod działania Deklaracji Niepodległości. Cóż to za dziwna zdobycz patriotyzmu - zamienianie myślącej osoby w lojalną maszynę!

W uzasadnieniu tego najbardziej oburzającego z wyroków, gen. Funston mówi Amerykanom, że działanie żołnierza było "poważnym przestępstwem, równoważnym ze zdradą." Na czym więc polegało to "poważne przestępstwo"? Na tym że William Buwalda znalazł się wśród półtora tysiąca osób które wzięły udział w wiecu w San Francisco i o zgrozo, uścisnął rękę mówczyni, Emmy Goldman. Doprawdy straszne przestępstwo, nazwane przez generała "wielkim wojskowym przestępstwem, o wiele gorszym od dezercji."

Czy może być większe oskarżenie wobec patriotyzmu niż fakt że w ten sposób określa człowieka mianem kryminalisty, wrzuca do więzienia i okrada z owoców piętnastu lat wiernej służby?

Buwalda oddał swojemu krajowi najlepsze lata swojego życia i swoje człowieczeństwo. To jednak nic nie znaczyło.

Patriotyzm jest niezmienny i jak wszystkie groźne potwory domaga się wszystkiego lub niczego. Nie uznaje zasady że żołnierz to jednocześnie istota ludzka, mająca prawo do własnych uczuć i poglądów. Żaden patriotyzm tego nie przyzna. Taką lekcję odebrał Buwalda, został zmuszony do jej odebrania i to dużym kosztem, co nie było jednak bezużyteczne. Gdy wrócił na wolność stracił wprawdzie pozycję w armii, ale uzyskał szacunek do siebie. Ostatecznie było to warte spędzenia trzech lat w więzieniu.

Komentator sytuacji wojskowej Ameryki w niedawnym artykule opisał władzę jaką ma wojskowy nad cywilem w Niemczech. Powiedział miedzy innymi że jeśli nasza Republika ma jedynie na celu gwarantowanie wszystkim obywatelom równe prawa, to już sam ten fakt jest dostatecznym uzasadnieniem dla jej istnienia. Jestem przekonana że autor nie był w Kolorado podczas Patriotycznego Reżimu generała Bell'a. Prawdopodobnie zmieniłby zdanie, gdyby zobaczył jak w imię patriotyzmu i Republiki ludzie byli wrzucani do ogrodzonych miejsc, ciągnięci, wyrzucani za granicę i poddani wszelkim rodzajom upokorzeń. Incydent w Kolorado nie stanowi jedynego przykładu wzrostu sił wojskowych w Stanach Zjednoczonych. Nie ma prawie strajku, podczas którego wojsko i milicja nie działałyby w celu ratowania posiadających władzę i nie zachowywały się arogancko oraz brutalnie, tak jak ludzie noszący kaiserowskie mundury.

Mamy również prawo wojskowe Dicka. Czy autor o tym zapomniał?
Wielkim nieszczęściem większości autorów jest ich całkowita ignorancja jeśli chodzi o bieżące wydarzenia, lub brak uczciwości, z którego wynika pomijanie ich. Doszło więc do tego, że prawo wojskowe Dicka pośpiesznie przeszło przez Kongres przy znikomej dyskusji i jeszcze mniejszej publice - prawo to daje prezydentowi władzę zamienienia spokojnego obywatela w żądnego krwi zabójcę, pozornie w celu obrony kraju, a w rzeczywistości dla obrony interesów tej partii, której rzecznikiem jest akurat prezydent.

Nasz autor twierdzi że militaryzm nie może urosnąć w Ameryce do takich rozmiarów jak za granicą, ponieważ u nas służba wojskowa jest ochotnicza, a w Starym Świecie obowiązkowa. Ów gentelmen zapomina jednak o dwóch sprawach. Po pierwsze - w Europie pobór wytworzył we wszystkich klasach społeczeństwa, głęboko zakorzenioną nienawiść do militaryzmu. Tysiące młodych rekrutów trafia do armii protestując przeciwko temu, a znalazłszy się w niej wykorzystuje wszelkie możliwe środki aby zdezerterować. Po drugie - przymusowy charakter armii stworzył wielki ruch antymilitarystyczny, którego europejskie potęgi obawiają się bardziej niż czegokolwiek innego. W końcu największą podporą kapitalizmu jest militaryzm. W chwili gdy podkopana zostanie potęga tego drugiego, kapitalizm zachwieje się. Prawdą jest że nie mamy poboru, czyli ludzie zwykle nie są zmuszeni iść do wojska, ale wykształciliśmy o wiele silniejszą i surową siłę - konieczność. Czyż nie jest niczym nowym że podczas kryzysów przemysłowych następuje wzrost liczby zaciągających się? Służba wojskowa nie jest wprawdzie lukratywnym ani honorowym interesem, ale jest lepsza niż włóczenie się po kraju w poszukiwaniu pracy, stanie w kolejce po chleb czy spanie w miejskiej noclegowni. Oznacza ona w końcu trzynaście dolarów miesięcznie, trzy posiłki dziennie i miejsce do spania. Jednak nawet ta potrzeba nie jest wystarczająco silna aby zwabić do armii silnych ludzi z charakterem. Nic dziwnego, że dowódcy skarżą się na "słaby materiał" zapisujący się do armii i marynarki wojennej. To stwierdzenie jest bardzo zachęcającym znakiem. Dowodzi że w przeciętnym Amerykaninie wciąż pozostaje wystarczająco dużo ducha niezależności i miłości do wolności że prędzej będzie ryzykował głód niż założy mundur.

Na całym świecie myślący mężczyźni i kobiety zaczynają zdawać sobie sprawę, że patriotyzm to zbyt wąska i ograniczona koncepcja aby sprostać współczesnym wymogom. Centralizacja władzy stworzyła poczucie międzynarodowej solidarności pomiędzy uciskanymi narodami świata; solidarności wyrażającej wspólne interesy pracownika z Ameryki i jego braci z zagranicy, zamiast solidarności między amerykańskim górnikiem i jego wyzyskiwaczem współobywatelem; solidarności, która nie obawia się obcej inwazji, ponieważ prowadzi ona wszystkich robotników do momentu, w którym powiedzą swoim panom, "Idźcie i sami zabijajcie. My robiliśmy to za was wystarczająco długo." Solidarność ta budzi świadomość nawet wśród żołnierzy. Oni także są częścią wielkiej ludzkiej rodziny. Solidarność ta okazała się niepodważalna podczas wcześniejszych walk. To ona skłoniła podczas Komuny Paryskiej 1871 roku francuskich żołnierzy do odmowy posłuszeństwa, gdy rozkazano im strzelać do ich braci. Dała odwagę ludziom, którzy podnieśli w ostatnich latach bunt na rosyjskich okrętach. Doprowadzi ona w końcu do powstania wszystkich uciskanych i prześladowanych przeciwko międzynarodowym wyzyskiwaczom.

Europejski proletariat zdał sobie sprawę z wielkiej mocy solidarności i w efekcie rozpoczął wojnę z patriotyzmem i jego krwawym widmem - militaryzmem. Tysiące ludzi wypełniają więzienia Francji, Niemiec, Rosji i krajów skandynawskich ponieważ ośmielili się podważyć starożytny zabobon.

Ruch nie ogranicza się do klasy pracującej. Objął przedstawicieli wszystkich stanów. Jego głównymi rzecznikami są mężczyźni i kobiety znani w świecie sztuki, nauki i literatury.

Ameryka będzie musiała podążyć za tym trendem. Duch militaryzmu rozszerzył się już na wszystkie dziedziny życia. Jestem przekonana że militaryzm jest większym zagrożeniem tutaj niż gdziekolwiek indziej, ze względu na przekupywanie tych, których chce zniszczyć.

Początek dokonuje się w szkołach. Rząd zdecydowanie trzyma się jezuickiej koncepcji: "Dajcie mi umysł dziecka, a ukształtuję człowieka". Dzieci szkoli się w dziedzinie taktyki wojskowej, uczy się je o chwale dokonań militarnych zapisanych w życiorysach, a młode umysły są wypaczane aby służyć rządowi. Później kraj apeluje do młodych za pośrednictwem głyszczących plakatów aby wstępowali do armii i marynarki. "Okazja aby zobaczyć świat!" mówi rządowy akwizytor. W ten sposób młodzi chłopcy są porywani przez patriotyzm i wojsko
Moloch kroczy przez naród, dokonując podboju.

Amerykanski człowiek pracy wycierpiał tyle z rąk żołnierza, stanowego i federalnego, że zrozumiałe jest jego obrzydzenie i niechęć wobec mundurowych pasożytów. Jednak zwykłe potępienie nie rozwiąże problemu.

Tym czego potrzebujemy jest propaganda edukowania żołnierzy, anty patriotyczna literatura która ich oświeci i pokarze prawdziwy horror handlowania jego osobą, która obudzi jego świadomość prawdziwych relacji z ludźmi których pracy zawdzięcza istnienie.To właśnie tego władze boją się najbardziej. Już teraz dla żołnierza uczestnictwo w wiecu jest równoznaczne ze zdradą.

Bez wątpienia przeczytanie radykalnego pamfletu przez żołnierza zostanie określone jako najwyższa zdrada. Czyż jednak władze od niepamiętnych czasów nie określały każdego postępowego kroku mianem zdrady? Jednak ci którzy bez wytchnienia walczą o społeczną przebudowę mogą sobie pozwolić na stawienie temu czoła, ponieważ zaniesienie prawdy na barykady jest nawet ważniejsze niż zaniesienie jej do fabryki.

Gdy podważyliśmy kłamstwo patriotyzmu, powinniśmy oczyścić drogę do wielkiego systemu, w którym wszystkie narodowości będą zjednoczone w uniwersalne bractwo - prawdziwie WOLNE SPOŁECZEŃSTWO.


Tekst opublikowany po raz pierwszy w postaci książkowej w: Anarchism and Other Essays. Nowy Jork: Mother Earth Publishing Association, 1910.

Cytowanie artykułu:
Goldman Emma : Patriotyzm, zagrożenie dla wolności [online]. Przegląd Anarchistyczny, [dostęp: 26.09.2017]. Dostępny w Internecie: http://www.przeglad-anarchistyczny.org/tradycje-anarchistyczne/211-patriotyzm-zagrozenie-dla-wolnosci

Przypis zgodny ze standardem PN-ISO 690-2:1999. Informacja i dokumentacja. Przypisy bibliograficzne. Dokumenty elektroniczne i ich części.

Artykuł aktualizowany: 12.07.2010

Emma Goldman

goldmanEmma Goldman (ur. 27 czerwca 1869  w Kownie  - zm. 14 maja 1940  w Toronto) – działaczka anarchistyczna i feministyczna.

Mając 16 lat wyjechała do USA, tam przystąpiła do ruchu anarchistycznego. W Nowym Jorku, poznała rosyjskiego anarchistę Aleksandra Berkmana. Stanowili razem parę głównych liderów ruchu anarchistycznego tego okresu w Stanach. Była wraz z nim wieloletnią redaktorką czasopisma anarchistycznego Mother Earth, pisała również na temat literatury i analizowała ją pod kątem społecznym.

Jej wykłady, które prowadziła w wielu miastach, przyciągały tłumy. Brała udział w feministycznych walkach o kontrolę urodzeń, za co była aresztowana. W 1893 roku została uwięziona za „publiczne nakłanianie do kradzieży”, w 1901 zatrzymana na 2 tygodnie za „publiczne zachęcanie do zabójstwa prezydenta USA”, w 1917 dostała 2 lata więzienia za organizowanie manifestacji antywojennych, w 1919 deportowana z USA do Rosji za rzekome inspirowanie zamachu na właściciela fabryki.

Początkowo gorąco poparła idee rewolucji październikowej, szybko jednak przeżyła rozczarowanie spowodowane represjami i biurokracją. Deportacje komunistów i anarchistów na Syberię, regularne czystki i pacyfikacje strajków metodą wojskową spowodowały, że ostatecznie opuściła Rosję w 1921 roku. Mieszkała w Rydze, Niemczech, Francji i ostatecznie w Londynie, skąd wyjechała w 1936 roku do Hiszpanii wspierać tamtejszych anarchistów podczas wojny domowej.